Home / JEREMI PRZYBORA / Wisława Szymborska – Laurka dla Przybory

Wisława Szymborska – Laurka dla Przybory

Przybora. Mistrzowskie połączenie piosenki lirycznej z żartobliwą. Mistrzostwo polega na tym, że szwów nie widać.

Druga rzadkość – słowa tych piosenek mogą istnieć samodzielnie, nawet bez ślicznych melodii Wasowskiego, a i tak rozrzewniają i śmieszą.

Wśród 226 zamieszczonych w tym tomie utworów (Jeremi Przybora PIOSENKI PRAWIE WSZYSTKIE Wydawnictwo Muza, Warszawa 2001) znajdują się również piosenki smutne, bez domieszki żartu.

Ale i tutaj jest się czemu dziwić: nie da się ich wykonywać histerycznie. Żadnego egzystencjalnego wycia i łamania krzeseł, żadnego, co teraz w wielkiej modzie, strojenia przeokropnych min, jakby między śpiewaniem a ostrym atakiem ślepej kiszki różnicy nie było. Otóż u Przybory różnica ta występuje bardzo wyraźnie. Jak sam o sobie mówi, gorliwym pisaniem piosenek zajął się stosunkowo późno. To zrozumiałe, wcześniej obowiązywały piosenki w rytmie marsza ku świetlanej przyszłości. Z punktu widzenia organizatorów różnych masówek i akademii były one bardzo potrzebne, jednak słuchacze dziwnie w nich nie gustowali. Po powrocie do domu, kto tylko miał, puszczał sobie adapter z jakąś zdartą, przedwojenną płytą.

Dopiero po Październiku nastąpiły czasy dla dusz kameralnych życzliwsze. Zelżało. W różnych gatunkach literackich zelżało w różnym stopniu, w dziedzinie piosenki chyba najbardziej. Było to nadal ciężkie życie z cenzurą, ale życie. Pojawiły się kabarety, a w nich, tu i tam, bardzo uzdolnieni młodzi ludzie, sami chyba własnymi talentami zdumieni, bo wcześniej podejrzewać ich w sobie nie mogli. W krótkim czasie uformowała się mała plejada twórców świetnych, o dorobku trwałym, mimo zmieniających się mód i okoliczności. Czy można było takiego zjawiska nie zauważyć? Oczywiście, publiczność (ta bystrzejsza) zauważyła prędko. Z krytykami literackimi było już trochę gorzej. Owszem, prywatnie klaskali, gratulowali. Nawet pisali – ale zawsze jakoś tak z osobna, raczej felietonowo niż merytorycznie, nigdy nie włączając swoich na ten temat ocen do artykułów o literaturze przez duże „L”.

Na ich uwagę mógł liczyć najmizerniejszy wierszopis, bo był do przeczytania. Ale już nie poeta Przybora, bo był do zaśpiewania. Dobry Boże, ileż to się przez prasę ostatnich dziesięcioleci przetoczyło dyskusji, polemik, sprawozdań, wykładów i bilansów sporządzanych przy każdej okrągłej dacie, gdzie omawiano wszystko, co zauważyć podobno należało. Nikt jednak nawet nie zająknął się o piosence jako o gatunku literackim. Ja w każdym razie nie przypominam sobie takiego ewenementu. A czy ktoś w podręcznikach szkolnych z dawnych lat wspomniał bodaj słóweczkiem o Kabarecie Starszych Panów? Wprawdzie nie wszystkie podręczniki miałam w ręku, ale wątpię… Tymczasem, cóż, literatura to rzeka, która składa się z dopływów. Tylko rzeki pustynne ich czasem nie mają. Ten jednak przypadek chyba naszej literatury nie dotyczy… Na zakończenie jedna pochwała i jedna pretensja do wydawcy. Pochwała – bo wydał książkę bardzo pięknie. Pretensja – bo teksty nie zostały systematycznie zaopatrzone w daty. Czy nie wypadało zadać sobie odrobinę więcej trudu? Przybora to przecież klasyk.


Jeremi Przybora PIOSENKI PRAWIE WSZYSTKIE Wydawnictwo Muza, Warszawa 2001

Tekst z książki Nowe Lektury Nadobowiązkowe Wisławy Szymborskiej

Check Also

Jacy Oni są

Aleksander Jackiewicz („Film”, 28.IV 1963) (…) Bo to jest rzeczywiście zjawisko jedyne w swoim rodzaju. …