Home / TEKSTY / PIOSENKI

Jesienna Dziewczyna

Z tej drogi, którą przeszło
za wiosną swoją lato –
już nie patrz na swą, przeszłość,
spojrzyj za to.
Ze wzrokiem na zakręcie,
za którym jest już jesień,
wciąż czekaj nieugięcie,
aż ona ci przyniesie…

Jesienną Dziewczynę,
odmienną niż inne –
dziewczynę z chryzantemami,
z chryzantemami.
Dziewczynę Jesienną –
dziewczynę bezcenną
i nie zamienną już na nic,
już na nic.

Wiosennych dziewcząt pełno
i letnich tyle ładnych
Jesienną poznasz jedną,
zimowych nie ma żadnych.
O tamte zresztą mniejsza,
gdy złoto i szkarłatnie
zabarwi jesień pejzaż
na przyjście tej ostatniej…

Jesiennej Dziewczyny
odmiennej od innych… itd.

Wyciągnij ręce do niej,
by tak nie przeszła mimo,
bo ma we włosach promień,
przy którym jaśniej zimą.
Bo zachód już w niuansach
czerwieni gaśnie zimnej –
bo to ostatnia szansa,
po której nie ma innej…

Jesiennej Dziewczyny… itd.

Samokołysanka Bącza

Niech ja zasnę –
niech mam sny jak me oczęta jasne –
za firanką moich rzęs
niech mi szczęścia śni się kęs,
gdy już zasnę.

W sen spowity niby w pnącz
śpij pan, śpij pan, panie Bącz.

Niech ja lulnę –
niech ma dla mnie mroki noc przytulne –
niech zła mucha ani nic
nie tknie jagód moich lic,
gdy już lulnę.

Dłonie już na kołdrze złącz –
lulaj mi pan, panie Bącz.

Niech ja kimnę –
niech rozgrzeją mi się stopy zimne –
niech nie wciśnie mi się ziąb
pod okrycie ciepłe w głąb,
gdy już lulnę.

Sen jak poncz z ust nocy sącz –
kimaj mi pan, panie Bącz.

Niech ja chrapnę –
w kolorowe sny niech duszą drapnę –
ciału zaś w piernatach snu
niechaj będzie jak we mchu,
gdy już chrapnę.

Samokołysanka kończ –
śpij pan, śpij pan, panie Bącz

Smutny deszczyk

September In the Rain

Al Dubin – Harry Warren

 

Choć w dali niebo jeszcze się niebieszczy –
smutny deszczyk
sobie mży.
Ten facet, z którym szłaś, to znów był
Grzeszczyk –
smutny deszczyk
sobie mży.
Podobno ryb łowienie nerwy leczy,
więc łowię ryby, lecz cóż z tego, gdy
nie trafia się szczupaczek ani leszczyk –
smutny deszczyk
sobie mży.

Spokojnie jest i cicho pośród leszczyn –
smutny deszczyk
sobie mży.
A mordę idiotyczną ma ten Grzeszczyk –
smutny deszczyk
sobie mży.
W tej rzece chyba wcale nie ma leszczy –
głęboka za to i ciekawe, czy…
potrafi pływać w palcie taki Grzeszczyk –
smutny deszczyk sobie mży.

Już chyba pójdę, bo dostałem dreszczy –
smutny deszczyk
sobie mży.
Unikać raczej powinienem deszczy
i – ciebie, bo tak jak mi szkodzisz ty –
to tobie może szkodzić tylko Grzeszczy –
smutny deszczyk
sobie mży.

Mężczyzna urlopowy

PREZENTERKA mówi

Mężczyzna urlopowy! Do kila i rufy!
Do perci! Watry! Kniei! Basiora i kufy!
Cumuje i patroszy! Dryfuje i tropi!
Juchtowy i siermiężny! I cholernie chłopi!
Potem odeń tchnie samczym, zmieszanym z lawendą…
Oj, z Kurrwuda wakacje z takim chłopcem będą!
Nietrudno po tym opisie wyobrazić sobie typ mężczyzny,
który oto realizuje się na estradzie, śpiewając…

MĘŻCZYZNA URLOPOWY

Czasem ja ci trzepnę nagle
w locie samca pardwy!
Czasem ci rozepnę żagle
na jeziorze Śniardwy!
Czasem ci pokaże łosich
kopyt ślad na piasku!
Czasem inne całkiem cosik
na murawie w lasku…
O, hej! Hej ha!
Rada będzie luba ma!

Czasem ci roztoczę z perci
panoramę czystą!
Czasem cię uchronię śmierci
z rąk recydywistów!
Czasem wilka zdławię w dłoni
w oczach twych niezłomnie!
Lecz nie zdołam cię uchronić
od miłości do mnie!
O, hej! Hej ha!
Rada będzie luba ma!

7 patyków

Zostawiłaś mnie mym smutkom
Gwiżdżesz sobie na mą żądzę
Ja pociechę mam malutką
Winien jestem ci pieniądze
Więc gdy więź zerwałaś dziś
Pieszczę w sobie taką myśl:
„Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć
Sześć, siedem, ach siedem patyków,
Ach siedem patyków,
A każdy patyk jak drąg.
W każdym patyku dwóch tęgich górników
A każdy górnik jak dąb
Moim obrońcy twoi pogromcy
Uwielbiam ich za trud
Za ich fedrunek na mój ratunek
Niech żyje śląski lud”.

Brak mi będzie twoich uszu
Archaicznych klejnocików
Będę świecił pustą duszą
Nostalgiczny aż do szpiku
Będę marniał jeszcze jak,
Ale tobie będzie brak
Jednego, dwóch, trzech, czterech, pięciu
Sześciu, siedem, ach siedem patyków,
Ach siedem patyków,
A każdy patyk jak drąg.
Siedem patyków,
Czternastu górników
A każdy górnik jak dąb.
Dla mnie bez weksli
Z rąk twych wynieśli
Krwawicę twą i trud
Za ich fedrunek na mój ratunek
Znielubisz śląski lud.

Nawet się do śmiechu łechcę
Tymi twymi patykami
Bo po pierwsze oddać nie chcę
A po drugie nie mam ja ich
Pomyśl czy to nie byłby plus
Gdybym ci w posagu wniósł
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć
Sześć, siedem, ach siedem patyków,
Tych twoich patyków,
A każdy patyk jak drąg.
Siedem patyków,
Czternastu górników
A każdy górnik jak dąb.
Marsz Mendelssohna,
Żona w ramiona,
Umarza, łkając, dług
Tryska nam z lica
Ta radość górnicza
Niech żyje śląski lud

Czemu mnie nie prześladujesz?

Czemu mnie nie prześladujesz –
dni ni nocy mych nie trujesz –
nie ustosuko-się-wujesz,
prześladowczy sącząc wdzięk?
Już nie działasz mi na tętno
persekucją twą namiętną.
Czemu twoja obojętność
cudny mój zabiła lęk?

Tak się bałam, tak się bałam
cudownie,
że dogonisz, dopadniesz
że – ach!
A twa postać mi się staje
przechodniem
jednym z tłumu. Czy ładnie
to tak?

Czemu mnie nie prześladujesz –
czemu za mną się nie snujesz
ani mnie okutywujesz
w lodowatej trwogi płaszcz?
Czemu na mnie już nie dybiesz,
nie odzwier-się-ciedlasz w szybie,
w którą patrząc – w nagłym trybie –
nagle twą zobaczę twarz?

Ja nie wierzę, ja nie wierzę
kompletnie,
by dobrego mi życzył
coś ktoś.
Ale to mnie – mówiąc szczerze –
podetnie,
że mi robisz bez przyczyn
na złość.

Czemu mnie nie prześladujesz –
zmorą w snach nie fascynujesz –
czemu burzysz i rujnujesz
ten kryminał cudny mi?
Już nadeszły puste noce,
w których serce nie łomoce –
ale jak drewniany klocek
snem drewnianym w piersi tkwi